Doskonale pamiętam dzień, w którym Wisła pożegnała się z Ekstraklasą. Spadek na stadionie w Radomiu miał coś symbolicznego – kibice, którzy pamiętali jeszcze boje z Realem Madryt, Barceloną, Lazio Rzym czy AC Parmą, musieli wtedy pogodzić się z myślą, że ich klub jest za słaby, by mieć prawo występowania w Radomiu.
Kibice, którzy pamiętali jeszcze boje z Realem Madryt, Barceloną, Lazio Rzym czy AC Parmą, musieli wtedy pogodzić się z myślą, że ich klub jest za słaby, by mieć prawo występowania w Radomiu
Po meczu niewielu piłkarzy chciało rozmawiać. Tamta drużyna była wystraszona, bez piłkarskich liderów, a jej bojowość przedstawiał tylko Zdenek Ondraszek – zawodnik charakterny, ale piłkarsko coraz słabszy. Zresztą jego ciężka kontuzja w ostatnim meczu z Wisłą Płock też dała sygnał, że w przyszłości charakter zespołu trzeba będzie budować od nowa. Po spadku do kibiców podszedł tylko Kazimierz Kmiecik, reszta schowała głowę w piasek.
Później nastały cztery ciężkie sezony. A właściwie to trzy, bo ostatni był już tylko przyjemnym spacerem ku Ekstraklasie. W tym czasie budowano jednak nie tylko drużynę gotową na awans, ale cały klub.
Wisła cały czas mierzyła się z problemami finansowymi, a rękę po pieniądze wyciągały firmy, które czekały na nie już grube lata. Podpisywano ugody, reperowano budżet, próbowano na nowo zbudować markę, która przez lata mocno się zdewaluowała.
Za trzy dni minie dokładnie 10 lat, odkąd oddano władzę w klubie Jakubowi Meresińskiemu. To wtedy zaczęły się historie z Vanną Ly oraz kibolami. Tę sytuację naprawiało trio ratowników, ale należy pamiętać, że Jakub Błaszczykowski, Jarosław Królewski i Tomasz Jażdżyński też długo nie byli gwarantami sukcesu. Ugasili pożar organizacyjny, ale wzniecili sportowy. Gdy Wisła chyliła się ku I lidze, Jażdżyński zajmował się udowadnianiem światu, że Wisła jest starsza od Cracovii, Królewski snuł opowieści o AI, a wszystkiemu nie pomogli też bracia Błaszczykowscy (Dawid był wówczas prezesem).
Układanie klocków na nowo trwało cztery lata. Poszukiwanie trenerów (raz przy AI, a raz tuż pod nosem), przeprowadzanie transferów (też bardzo różnymi drogami), odzyskiwanie zaufania kibiców. To wszystko wymagało czasu i – jak się okazało – dość długiego.
Wisła Kraków. Do Ekstraklasy wraca zupełnie inny klub
Dziś do Ekstraklasy Wisła wraca jednak jako zupełnie inny klub. Kibole głowy na razie nie wychylają (co – patrząc na TS Wisła – wcale nie musi być tak oczywiste), budowanie drużyny ma widoczną strategię (przynajmniej, jeśli chodzi o skonstruowanie zespołu, który dał awans), a kibice coraz mocniej traktowani są jako partnerzy, ale także wymagający klienci. Poprawiono catering, usprawniono wejścia na stadion, otworzono nowoczesny sklep. Ludzie poczuli, że Wisła ich potrzebuje, a w zamian potrafi się odwdzięczyć. Efekt? Awans do Ekstraklasy przy średniej frekwencji niemal najwyższej w kraju.
To wszystko musiało się wydarzyć, by dziś znowu wkroczyć do elity. Cztery lata czyśćca nic jednak nie gwarantują, a Ekstraklasa to kolejny sprawdzian nie tylko dla klubu i piłkarzy, ale także dla kibiców. Bo nie można wykluczyć, że cierpliwość znów będzie tu na wagę złota.
Piotr Jawor


